poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Taplajac sie w blocie

Kuala Lumpur czyli w doslownym tlumaczeniu - blotnisty zbieg. Kolejna i juz ostatnia metropolia w tej podrozy. Huk, upal, tony pylu unoszacego sie w powietrzu. Do tego zdezorganizowana komunikacja miejska (kazda linia wybudowana zostala przez inna firme = totalny chaos), ale moze to my mamy zbyt wysokie wymagania po uporzadkowanym Singapurze. KL, jak skrotowo nazywaja metropolie mieszkancy, jest dzis jednym z najszybciej rozwijajacyh sie miast Azji Poludniowo-Wschodniej. Jest wielkim placem budowy, a juz powstale wiezowce dumnie goruja nad glowami.


Znakiem rozpoznawczym sa oczywiscie blizniacze wieze Petronas Towers, w ktorych miesci sie miedzy innymi filharmonia.




Dzielnica chinska i indyjska przepelnione sa swiatyniami i straganami. Wszedzie znane juz nam zapachy przyrzadzanych na ulicach potraw oraz bazarowe blyskotki. Zartujemy, ze nawet Gucci czy Louis Vuitton nie omieszkali zaprezentowac tu swoich produktow. Handlarze w kazdym razie przekonuja turystow o ich autentycznosci;)


Bardzo dobrym pomyslem okazuje sie byc wycieczka do najwiekszego na swiecie parku ptakow.


Gatunki z calego swiata przechadzaja sie obok nas lub przelatuja nad glowami. Barwny i jak sie okazuje ciekawski dzioborozec zaglada nam nawet do sniadania...


... a kolorowe papugi wdziecznie pozuja do zdjec.


Tak oto nasza podroz dobiega konca. Cztery tygodnie, dziesiec destynacji..
trzy kraje, trzy metropolie..okolo 2tys. kilometrow drogi, ponad 3tys. zdjec i niezliczona ilosc wspomnien :)
Dziekujemy za wspolna podroz, zwlaszcza za komentarze, ktore motywowaly i dodawaly nam skrzydel:) Wracamy do domu!

niedziela, 7 sierpnia 2011

Melaka

W czasach gdy Singapur byl jeszcze nic nie znaczaca wioska rybacka, a Bangkok jedynie blotnistym bagnem, Melaka przezywala szczyt popularnosci. W jej porcie schronienie na czas monsunu znajdywali kupcy ze wszystkich stron swiata. Na przestrzeni lat miasto przechodzilo z rak do rak pomiedzy Holendrami, Francuzami, Brytyjczykami, Japonczykami oraz Malajami.


Dzis z dawnego splendoru pozostaly kolonialne budynki oraz chinska dzielnica, ktora wraz z jej mieszkancami wpisana jest na liste swiatowego dziedzictwa UNESCO.



Przybywamy do Melaki na doslownie kilka chwil. Spacerujemy po waskich uliczkach Chinatown i podziwiamy niegdys piekne, a dzis czesto opustoszale i zniszczone przez czas budynki.



Za niewielkimi z pozoru drzwiami znajdujemy rozlegle patia, a nad nimi piekne drewniane balkony. W wiekszosci miejsc sa dzis sklepy z antykami i pamiatkami, hoteliki i kawiarnie.


Zdarzaja sie tez takie perelki jak kuznia czy drukarnia.



Po calej okolicy kraza zas ustrojone kwiatami riksze.



Na zakonczenie musimy o czyms jeszcze opowiedziec. Mianowicie, kierowani wilczym glodem, zupelnie przypadkowo, trafiamy do pakistanskiej restauracji, w ktorej serwowane sa dania z pieca tandoor. Pieczony kurczak z chlebkiem naan i pikantnym sosem mietowym jest tak pyszny, ze jeszcze dlugo bedziemy go wspominac. Do tego obowiazkowo ostra masala. Polecamy!


piątek, 5 sierpnia 2011

Piekny i bestia

Witamy w Miescie Lwa! Nazwa Singapur wziela sie bowiem z polaczenia slow: singa - lew oraz pura - miasto. Jest najbardziej po Japonii rozwinietym panstwem Azji (w koncu to jedno z najwiekszych centrow finansowych swiata), dlatego zalicza sie go do grupy azjatyckich tygrysow.



My jednak nie czujemy ostrych klow tej bestii. Wrecz przeciwnie - metropolia jest uporzodkowana, przewidywalna, czysta i przyjazna. Drapacze chmur majestatycznie goruja nad glowami mieszkancow,



ktorych ulubionym zajeciem sa podobno zakupy w nowoczesnych centrach handlowych oraz jedzenie. Ludziom zyje sie tu wygodnie i bezpiecznie.




Plucami miasta jest rozlegly park botaniczny.


Jego najwiekszym skarbem natomiast - ogrod pieknej orchidei. To wlasnie ona, jako jeden z symboli miasta, pokazuje swiatu jego piekno i perfekcjonizm.




Odwiedzamy swiatynie hinduistyczna Sri Veeramakaliamman poswiecona krwiozerczej Kali - bogini smierci.


Obserwujemy rytual blogoslowanienstwa przybylych wiernych oraz skladanie darow.




Atmosfera w swiatyni niczym nie przypomina tej panujacej w naszych kosciolach. Czujemy sie tu jak na bazarze. Wszedzie gwar, mnostwo zapachow i barw. Podobny klimat znajdujemy w swiatyni taoistycznej.

Wieczorem wybieramy sie do New Asia Bar mieszczacego sie na siedemdziesiatym pietrze hotelu Swissotel. Popijajac lokalne specjalnosci podziwiamy niesamowita panorame migoczocego noca miasta. Istny zawrot glowy! Bynajmniej nie od drinkow.




137 km - tylko tyle dzieli nas od rownika. Nie dane nam bedzie go jednak przekroczyc (a przynajmniej jeszcze nie  teraz). Od tej chwili obieramy kierunek polnocny. Zagle na maszt!


środa, 3 sierpnia 2011

W krainie jaszczurow

Znow na wyspie! I tym razem nie oparlismy sie pokusie, by zajrzec w jakis malowniczy zakatek. Przedzieramy sie przez bardzo rozkolysane Morze Poludniowochinskie na wyspe Tioman.



Na wyspie mieszkamy trzy dni. Chwila regeneracji, a miejsce bajeczne, w dodatku z kojaca muzyka klasyczna w tle!

Zewszad otacza nas piekna przyroda.



Wokol naszego bungalowa wolno i dostojnie przechadzaja sie niemalze dwumetrowe warany...


...kraza nietoperze...


...a czasem mozna nawet wypatrzyc makaka skaczacego po drzewie. Jest i prawdziwy tygrys!


Wojtek fotografuje, a ja niestety wiekszosc czasu spedzam w domku zaatakowana przez niegodziwe bakterie. Na szczescie lekarz na wyspie (ktory poczatkowo wydawal sie byc mechanikiem naprawiajacym motocykle) uratowal sytuacje i przywrocil mnie do zycia:)

Sama wyspa nalezy do archipelagu Seribuat. Na innych, miejszych wchodzacych w sklad tego archipelagu, w czerwcu i lipcu krecone sa odcinki popularnego na zachodzie show w stylu Robinsona Cruzoe (kazdy kraj ma dostep do swojej wlasnej bezludnej wysepki).

Z racji stosunkowo niewielkiej odleglosci, w weekendy plaze Tioman szturmuja mieszkancy Singapuru (tym bardziej, ze wyspa lezy w strefie bezclowej).

To juz ostatnia wyspa na naszym szlaku. Zegnajcie rajskie palmy i kolorowe rafy!


niedziela, 31 lipca 2011

Taman Negara

Pot cieknie po plecach, zyly pulsuja na skroniach, a droga wciaz pnie sie pod gore.. Brak chocby najmniejszego powiewu wiatru, a gorace i wilgotne powietrze nie pozwala swobodnie oddychac.. dzika dzungla znow nas wezwala..


Drzewo-potwor sklasyfikowane przez Kasie


Docieramy lodzia do Kuala Tahan - malego miasteczka nad brzegiem dzungli.



Stad juz tylko rzut beretem przez rzeke do parku narodowego Taman Negara. Doprawdy dziwne to miejsce. Kury pasa sie tu na drzewach...

Ko ko ko

...a koguty pieja przez cala dobe na okraglo. W dodatku tuz za sciana naszego pokoju.

Zamieszkujemy w "uroczym" domku znow razem z jaszczurkami, tuz obok rzeki, wzdluz ktorej ciagna sie plywajace restauracje.


Od kuchni..

Kazda z nich oferuje za przyslowiowego ringgita przeprawe do parku po drugiej stronie. Przed wejsciem do dzungli nalezy zaopatrzyc sie w pozwolenie na pobyt i fotografowanie przyrody. Brak odpowiednich dokumentow moze skutkowac kara w wysokosci dziesieciu tysiecy ringgitow albo trzech lat "przyjemnego", malezyjskiego wiezienia.


Spacerujemy przez las, a Hasimir - nasz przewodnik, opowiada nam o leczniczych dobrodziejstwach tutejszej natury oraz o zwyczajach pobliskiej spolecznosci aborygenow - Orang Asli. Jeden z ciekawszych obyczajow jest zwiazany z pochowkiem zmarlych. Ciala zawijane sa w kore i umieszczane wysoko na drzewie, ktore zostaje potem opatrzone odpowiednim oznaczeniem.

Hasimir pokazuje nam roslinne ciekawostki takie jak "odcisk stopy ducha" - rosline, ktora ma rozne "wielopalczaste" liscie...

Siedmiopalczasty

...oraz rosline, ktorej liscie pod wplywem slonca przyjmuja barwe niebieska.


Wyjasnia rowniez jak pozyskac cenna wode z rattanu i skomunikowac sie ze swiatem zewnetrznym w przypadku zgubienia drogi. Pokazuje nam ogromne drzewo puste w srodku zwane drzewem komunikacyjnym.


Uderzanie w korzen wydobywa dzwiek slyszalny na 5-6km. Dzieki niemu wiele zagubionych w gaszczach lasu osob udalo sie odnalezc i uratowac.

Ciekawym przezyciem jest przejscie po zawieszonym nad dzungla moscie. Ma prawie szescset metrow i jest najdluzszym tego typu mostem wiszacym na swiecie.




Mila przechadzka edukacyjna staje sie z czasem walka o przetrwanie. Sciezka pnaca sie ostro w gore wyciska pot i lzy.


Nikt jednak nie chce zostac mieczakiem i wszyscy wdrapuja sie w koncu na szczyt, z ktorego widoki wcale nie zapieraja tchu w piersiach. Gra nie jest warta swieczki..


Zegnamy sie z dzungla podczas nocnej eskapady do parku. Na otarcie lez udaje nam sie wypatrzyc miedzy innymi kilka skorpionow oraz stado jeleniow (Sambarow indyjskich), ktore, a to niespodzianka, wygladaja jak te w Pszczewie!