Pot cieknie po plecach, zyly pulsuja na skroniach, a droga wciaz pnie sie pod gore.. Brak chocby najmniejszego powiewu wiatru, a gorace i wilgotne powietrze nie pozwala swobodnie oddychac.. dzika dzungla znow nas wezwala..
Docieramy lodzia do Kuala Tahan - malego miasteczka nad brzegiem dzungli.
Stad juz tylko rzut beretem przez rzeke do parku narodowego Taman Negara. Doprawdy dziwne to miejsce. Kury pasa sie tu na drzewach...
...a koguty pieja przez cala dobe na okraglo. W dodatku tuz za sciana naszego pokoju.
Zamieszkujemy w "uroczym" domku znow razem z jaszczurkami, tuz obok rzeki, wzdluz ktorej ciagna sie plywajace restauracje.
Kazda z nich oferuje za przyslowiowego ringgita przeprawe do parku po drugiej stronie. Przed wejsciem do dzungli nalezy zaopatrzyc sie w pozwolenie na pobyt i fotografowanie przyrody. Brak odpowiednich dokumentow moze skutkowac kara w wysokosci dziesieciu tysiecy ringgitow albo trzech lat "przyjemnego", malezyjskiego wiezienia.
Spacerujemy przez las, a Hasimir - nasz przewodnik, opowiada nam o leczniczych dobrodziejstwach tutejszej natury oraz o zwyczajach pobliskiej spolecznosci aborygenow - Orang Asli. Jeden z ciekawszych obyczajow jest zwiazany z pochowkiem zmarlych. Ciala zawijane sa w kore i umieszczane wysoko na drzewie, ktore zostaje potem opatrzone odpowiednim oznaczeniem.
Hasimir pokazuje nam roslinne ciekawostki takie jak "odcisk stopy ducha" - rosline, ktora ma rozne "wielopalczaste" liscie...
...oraz rosline, ktorej liscie pod wplywem slonca przyjmuja barwe niebieska.
Wyjasnia rowniez jak pozyskac cenna wode z rattanu i skomunikowac sie ze swiatem zewnetrznym w przypadku zgubienia drogi. Pokazuje nam ogromne drzewo puste w srodku zwane drzewem komunikacyjnym.
Uderzanie w korzen wydobywa dzwiek slyszalny na 5-6km. Dzieki niemu wiele zagubionych w gaszczach lasu osob udalo sie odnalezc i uratowac.
Ciekawym przezyciem jest przejscie po zawieszonym nad dzungla moscie. Ma prawie szescset metrow i jest najdluzszym tego typu mostem wiszacym na swiecie.
Mila przechadzka edukacyjna staje sie z czasem walka o przetrwanie. Sciezka pnaca sie ostro w gore wyciska pot i lzy.
Nikt jednak nie chce zostac mieczakiem i wszyscy wdrapuja sie w koncu na szczyt, z ktorego widoki wcale nie zapieraja tchu w piersiach. Gra nie jest warta swieczki..
Zegnamy sie z dzungla podczas nocnej eskapady do parku. Na otarcie lez udaje nam sie wypatrzyc miedzy innymi kilka skorpionow oraz stado jeleniow (Sambarow indyjskich), ktore, a to niespodzianka, wygladaja jak te w Pszczewie!
Drzewo-potwor sklasyfikowane przez Kasie
Docieramy lodzia do Kuala Tahan - malego miasteczka nad brzegiem dzungli.
Stad juz tylko rzut beretem przez rzeke do parku narodowego Taman Negara. Doprawdy dziwne to miejsce. Kury pasa sie tu na drzewach...
Ko ko ko
...a koguty pieja przez cala dobe na okraglo. W dodatku tuz za sciana naszego pokoju.
Zamieszkujemy w "uroczym" domku znow razem z jaszczurkami, tuz obok rzeki, wzdluz ktorej ciagna sie plywajace restauracje.
Od kuchni..
Kazda z nich oferuje za przyslowiowego ringgita przeprawe do parku po drugiej stronie. Przed wejsciem do dzungli nalezy zaopatrzyc sie w pozwolenie na pobyt i fotografowanie przyrody. Brak odpowiednich dokumentow moze skutkowac kara w wysokosci dziesieciu tysiecy ringgitow albo trzech lat "przyjemnego", malezyjskiego wiezienia.
Spacerujemy przez las, a Hasimir - nasz przewodnik, opowiada nam o leczniczych dobrodziejstwach tutejszej natury oraz o zwyczajach pobliskiej spolecznosci aborygenow - Orang Asli. Jeden z ciekawszych obyczajow jest zwiazany z pochowkiem zmarlych. Ciala zawijane sa w kore i umieszczane wysoko na drzewie, ktore zostaje potem opatrzone odpowiednim oznaczeniem.
Hasimir pokazuje nam roslinne ciekawostki takie jak "odcisk stopy ducha" - rosline, ktora ma rozne "wielopalczaste" liscie...
Siedmiopalczasty
...oraz rosline, ktorej liscie pod wplywem slonca przyjmuja barwe niebieska.
Wyjasnia rowniez jak pozyskac cenna wode z rattanu i skomunikowac sie ze swiatem zewnetrznym w przypadku zgubienia drogi. Pokazuje nam ogromne drzewo puste w srodku zwane drzewem komunikacyjnym.
Uderzanie w korzen wydobywa dzwiek slyszalny na 5-6km. Dzieki niemu wiele zagubionych w gaszczach lasu osob udalo sie odnalezc i uratowac.
Ciekawym przezyciem jest przejscie po zawieszonym nad dzungla moscie. Ma prawie szescset metrow i jest najdluzszym tego typu mostem wiszacym na swiecie.
Mila przechadzka edukacyjna staje sie z czasem walka o przetrwanie. Sciezka pnaca sie ostro w gore wyciska pot i lzy.
Nikt jednak nie chce zostac mieczakiem i wszyscy wdrapuja sie w koncu na szczyt, z ktorego widoki wcale nie zapieraja tchu w piersiach. Gra nie jest warta swieczki..
Zegnamy sie z dzungla podczas nocnej eskapady do parku. Na otarcie lez udaje nam sie wypatrzyc miedzy innymi kilka skorpionow oraz stado jeleniow (Sambarow indyjskich), ktore, a to niespodzianka, wygladaja jak te w Pszczewie!
















































