niedziela, 31 lipca 2011

Taman Negara

Pot cieknie po plecach, zyly pulsuja na skroniach, a droga wciaz pnie sie pod gore.. Brak chocby najmniejszego powiewu wiatru, a gorace i wilgotne powietrze nie pozwala swobodnie oddychac.. dzika dzungla znow nas wezwala..


Drzewo-potwor sklasyfikowane przez Kasie


Docieramy lodzia do Kuala Tahan - malego miasteczka nad brzegiem dzungli.



Stad juz tylko rzut beretem przez rzeke do parku narodowego Taman Negara. Doprawdy dziwne to miejsce. Kury pasa sie tu na drzewach...

Ko ko ko

...a koguty pieja przez cala dobe na okraglo. W dodatku tuz za sciana naszego pokoju.

Zamieszkujemy w "uroczym" domku znow razem z jaszczurkami, tuz obok rzeki, wzdluz ktorej ciagna sie plywajace restauracje.


Od kuchni..

Kazda z nich oferuje za przyslowiowego ringgita przeprawe do parku po drugiej stronie. Przed wejsciem do dzungli nalezy zaopatrzyc sie w pozwolenie na pobyt i fotografowanie przyrody. Brak odpowiednich dokumentow moze skutkowac kara w wysokosci dziesieciu tysiecy ringgitow albo trzech lat "przyjemnego", malezyjskiego wiezienia.


Spacerujemy przez las, a Hasimir - nasz przewodnik, opowiada nam o leczniczych dobrodziejstwach tutejszej natury oraz o zwyczajach pobliskiej spolecznosci aborygenow - Orang Asli. Jeden z ciekawszych obyczajow jest zwiazany z pochowkiem zmarlych. Ciala zawijane sa w kore i umieszczane wysoko na drzewie, ktore zostaje potem opatrzone odpowiednim oznaczeniem.

Hasimir pokazuje nam roslinne ciekawostki takie jak "odcisk stopy ducha" - rosline, ktora ma rozne "wielopalczaste" liscie...

Siedmiopalczasty

...oraz rosline, ktorej liscie pod wplywem slonca przyjmuja barwe niebieska.


Wyjasnia rowniez jak pozyskac cenna wode z rattanu i skomunikowac sie ze swiatem zewnetrznym w przypadku zgubienia drogi. Pokazuje nam ogromne drzewo puste w srodku zwane drzewem komunikacyjnym.


Uderzanie w korzen wydobywa dzwiek slyszalny na 5-6km. Dzieki niemu wiele zagubionych w gaszczach lasu osob udalo sie odnalezc i uratowac.

Ciekawym przezyciem jest przejscie po zawieszonym nad dzungla moscie. Ma prawie szescset metrow i jest najdluzszym tego typu mostem wiszacym na swiecie.




Mila przechadzka edukacyjna staje sie z czasem walka o przetrwanie. Sciezka pnaca sie ostro w gore wyciska pot i lzy.


Nikt jednak nie chce zostac mieczakiem i wszyscy wdrapuja sie w koncu na szczyt, z ktorego widoki wcale nie zapieraja tchu w piersiach. Gra nie jest warta swieczki..


Zegnamy sie z dzungla podczas nocnej eskapady do parku. Na otarcie lez udaje nam sie wypatrzyc miedzy innymi kilka skorpionow oraz stado jeleniow (Sambarow indyjskich), ktore, a to niespodzianka, wygladaja jak te w Pszczewie!


sobota, 30 lipca 2011

Ciekawostki tajsko-malajskie

  • 7 Eleven to bardzo popularna siec sklepow w Tajlandii i Malezji.  W Tajlandii sklepow jest tak duzo, ze czasem stoja po obu stronach tej samej ulicy. Umawianie sie z kimkolwiek pod 7 Eleven nie ma najmniejszego sensu. Bardzo intryguje nas geneza tej nazwy. Mamy swoje typy, ale moze ktos z szanownych czytelnikow podpowie co moze oznaczac nazwa 7 Eleven?

  • W malezyjskich sklepach znalezc mozna wiele kosmetykow sluzacych do wybielania skory! Badamy te sprawe. Wyglada na to, ze im bielsza skora tym blizej kanonu piekna.
  • Tajowie uwazaja glowe z rzecz swieta, ktorej pod zadnym pozorem nie nalezy dotykac. Dzieci czy osob bliskich nie glaszcze sie po glowie, a raczej poklepuje po plecach. Fryzjerzy maja problem, bo zmuszeni sa pytac kazdego klienta o pozwolenie na dotkniecie glowy.
  • Tajowie traktuja stopy jako nieczyste. Mozna sobie narobic nie lada problemow kierujac je w czyjas strone. Faux pas jest rowniez zatrzymanie stopa toczacej sie na ulicy monety - traktowane jest to jako zniewazenie krola, ktorego wizerunek znajduje sie na jej awersie.
  • Podczas podrozowania czesto mijamy plantacje kauczukowcow (Tajlandia)...



    ...oraz palm olejowych (Malezja). 




Na koniec konkurs dotyczacy Malezji!
Nagrode rzeczowa oraz, co wazniejsze, uscisk reki szefa, zdobedzie osoba, ktora najszybciej doda komentarz z prawidlowa odpowiedzia na ponizsze pytanie:

Tubylcy lubia nazywac swoj kraj "Skrzyzowaniem Azji". Nic dziwnego, skoro Malezja jest swoistym tyglem trzech wielkich kultur, ktorych tradycje, obyczaje, a nawet kuchnia (co bardzo nas cieszy) mieszaja sie tutaj na kazdym kroku. O jakie kultury chodzi?


Czekamy na odpowiedzi i pozdrawiamy!

wtorek, 26 lipca 2011

Na dywaniku

Ruszamy w kierunku Malezji. Podroz trwa dwa dlugie dni. Ze wzgledu na brak polaczen jestesmy zmuszeni nocowac w Hat Yai. Te niedogodnosc wynagradza nam jednak barwny wieczorek z chinskim karaoke, na ktory przypadkiem trafiamy. Bardzo interesujace przezycie;) Pociagiem ruszamy przez granice, a autobus dowozi nas wreszcie do kolejnego celu naszej podrozy - pol herbacianych w Cameron Highlands. Miasto Tanah Rata (w Malezji tez maja Karpacz..) wita nas ulewnym deszczem (a miala byc tu pora sucha..). Trudnosci w znalezieniu noclegu rowniez nie poprawiaja naszych humorow. Szczesliwym trafem spotykamy inna blakajaca sie po nocy pare i postanawiamy dzielic razem pokoj i niedole. Czujemy sie jak na kolonii!

Nastepnego, juz na szczescie slonecznego, dnia wybieramy sie na wycieczke po polach herbacianych. Naszym oczom ukazuje sie "zielony dywan Malezji", jak dumnie nazywaja je tutejsi mieszkancy.



Pola ciagna sie kilometrami mieniac sie roznymi odcieniami zieleni - w zaleznosci od tego, czy swieze listki na krzewach zostaly juz zebrane, czy jeszcze nie.




Przemysl herbaciany wydaje sie byc jednym z najbardziej oplacalnych na swiecie. Drzewek nie trzeba podlewac, a dodatkowo sa dlugowieczne. Niewiadomo wlasciwie w jakim wieku drzewko obumiera, poniewaz najstarsze maja ponad 500 lat i wciaz wypuszczaja mlode listki.



Za kazdy zebrany kilogram lisci robotnicy dostaja 20 centow. Dziennie potrafia zarobic okolo 50 ringgitow. Listkow nie zrywa sie juz recznie - sluza do tego specjalne elektryczne nozyce, obslugiwane przez dwie osoby. Wazne, aby podczas zbiorow miec na nogach kalosze - miedzy krzaczkami herbaty moga czaic sie weze!




Odwiedzamy rowniez fabryke, gdzie mila pani mowiaca niezrozumialym angielskim (ach te wysokie tony!) wprowadza nas w arkana produkcji herbaty. Unoszace sie zapachy zachecaja do probowania lokalnych wyrobow - pysznej cytrynowej herbaty z miodem czy tutejszego przysmaku - herbaty na mleku z dodatkiem garam masali (mikstury ostrych, indyjskich przypraw).

Znajdujemy nawet czas na odpoczynek..


...i zabawe w chowanego.



Cameron Highlands znane sa nie tylko z upraw herbaty. W okolicy wytyczone sa gorskie szlaki turystyczne prowadzace przez las deszczowy.


Liczne doliny zajmuja takze plantacje warzyw i truskawek. Z tego tez powodu pobliskie bazary tona w przeroznych produktach z truskawka w roli glownej. Poczawszy od japonek, szalikow czy skarpetek (nie moglam sie oprzec!) na parasolkach i balonikach skonczywszy.


Pakujemy herbate do plecakow i w truskawkowych skarpetkach ruszamy w dalsza droge.

niedziela, 24 lipca 2011

Gdzie jest Nemo..?

Wyspa Phi Phi Don (potocznie Phi Phi, czyli po naszemu - Pi Pi) to kolejny raj dla turystow. Piekne, tym razem piaszczyste plaze, gorace slonce, palmy, a w tle muzyka reggae - tak mniej wiecej ksztaltuje sie atmosfera miejsca, w ktorym postanawiamy odpoczac po trudach jazdy na sloniu ;).


Decyzja okazuje sie strzalem w dziesiatke! Wyspa jest tak mala, ze praktycznie nie istnieje na niej ruch uliczny. Zadnych samochodow, busow, motocykli. Jedynie skutery wystepuja w sladowych ilosciach. Popularnym srodkiem transportu jest rower oraz dlugorufowe taksowki wodne (tzw. longtail boats), ktore poruszaja sie wzdluz wybrzeza oraz pomiedzy poszczegolnymi wysepkami.


Wioska Tonsai, w ktorej sie zatrzymujemy, doslownie tetni zyciem. Barwny bazarowy misz-masz, mniejsze i wieksze restauracje oferujace przepyszne dania z ryb i owocow morza, bary, stragany ze swiezo przygotowanymi koktajlami, a takze salony masazu, z ktorych w koncu zdecydowalismy sie skorzystac (cudowne!).

Wyspa tak naprawde sklada sie z dwoch gorzystych czesci polaczonych waskim przesmykiem, na ktorym lezy Tonsai. Calosc mozna podziwiac z punktu widokowego, do ktorego prowadzi dosc stroma sciezka. Na miejscu nasza uwage przykuwa zdjecie przywieszone na drzewie i przedstawiajace zniszczenia po przejsciu fali tsunami w 2004 roku. Srodkowa czesc Ko Phi Phi bardzo wowczas ucierpiala - niemalze 90% infrastruktury zostalo doslownie zmiecione z powierzchni ziemi.


Wybieramy sie na wycieczke po okolicznych wyspach. Wyjatkowa atrakcja jest zatoka Maya, znajdujaca sie na mniejszej wyspie Phi Phi Ley, na poludnie od naszej Phi Phi Don. Zatoka zostala szczegolnie rozslawiona przez film "Niebianska plaza" z Leonardo DiCaprio.


Tak zatloczonego miejsca do tej pory nie widzielismy! Przyjezdzaja tu turysci z calego wybrzeza Andamanskiego.



Wysokie klify Phi Phi Ley upatrzyly sobie takze jaskolki, ktore wija tam swoje gniazda. Gniazda sa cenionym skladnikiem chinskich zup i osiagaja niebotyczne ceny. Z tego wzgledu wielu smialkow probuje wspiac sie po nie na niebezpieczne klify.

Pieknym miejscem okazuje sie rowniez wyspa Bamboo.




Nie znajdujemy na niej co prawda bambusow, ale za to zaprzyjazniamy sie z mieszkancami wyspy.


Nasza uwage przykuwa rowniez hustawka zawieszona nad malowniczo pochylonym nad brzegiem oceanu drzewie.

To samo miejsce, a kto by sie spodziewal...


...ze tak wiele zalezy od modela ;)

Probojemy rowniez nurkowania z rurka. Przewodnik zacheca do szukania Nemo;)



Piekne rafy zapieraja dech w piersiach, zoltoniebieskie rybki podplywaja na wyciagniecie reki, z dna zas sledza nas swym czujnym, czerwonym okiem wielkie, czarne, kolczaste jezowce.




Wiecej zdjec: