Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ottawa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ottawa. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

Ryż i pierogi


Pobyt w Ottawie w Kanadzie jest czasem przyjemnego relasku, pysznego jedzenia i wesołych rozmów do później nocy.



Zwiedzając miasto oglądamy parlament, spacerujemy w okolicach Rideu Canal i odwiedzamy Muzeum Cywilizacji.



Gonieni jednak żądzą dzikiej przygody ruszamy odwiedzić bardziej odległe tereny prowincji Ontario.
Wynajmujemy samochód, aby móc wygodnie podróżować z małą Karolką. W ekspresowym tempie, jeszcze w dniu wyjazdu, organizujemy kilka noclegów i określamy trasę. Plan zakłada wizytę w Niagara Falls, spacer po słodkowodnej plaży Wasaga oraz obcowanie z naturą w parku Algonquin Provincial Park. Jak to z planem bywa, dość szybko wymaga rekonstrukcji.

Zaraz na początku naszej wycieczki dostajemy na głowy pierwszy kubeł zimnej wody - okazuje się, że przepisy drogowe w Kanadzie są dosyć radykalne jeśli chodzi o dopuszczalne prędkości. Na autostradach jedynie 100km/h, a na drogach krajowych 80km/h.
Drugi kubeł wody spada na nas w okolicach Toronto, kiedy trafiamy na wielki zator spowodowany popołudniowym szczytem komunikacyjnym. Na domiar złego późnym wieczorem, już po dotarciu do Niagara Falls, zaskakuje nas ulewa w czasie spaceru do wodospadów.

Na szczęście następnego dnia pogoda oraz wyborne domowe śniadanie wynagradzają nam wcześniejsze trudności. Trafiamy w bardzo klimatyczne miejsce. Właścicielami i jedynymi pracownikami są starsi państwo, którzy nieprzerwanie od lat 60-tych ubiegłego stulecia serwują pyszne śniadania. Francuskie tosty, naleśniki i mocna kawa to idealny początek dnia!


Wodospad Niagara wart jest zobaczenia. Dwie 50 metrowe kaskady robią na nas wielkie wrażenie. Z oddali słychać już szum spadającej ze skał wody, która pieniąc się tworzy mgiełkę opadajacą na nasze twarze. Ciężko sobie wyobrazić, że ten spektakl trwa już 12 tysięcy lat!





Ruszamy dalej! Niestety zawrotne prędkości jakie osiągamy po drodze zmuszają nas do pominięcia słodkowodnej plaży Wasaga. Następny przystanek robimy już w Algonquin Provincial Park.


Nazwa parku pochodzi od nazwy plemienia - jednego z pierwszych narodów Ameryki. Nocujemy w chatce w lesie, która początkowo nie wydaje się być bezpieczną przystanią i jedyne co nam przychodzi do głowy to wspomnienie filmu Blair witch project!

Nasza druga kwatera mieści się za to na terenie pola golfowego!



Zwiedzając park podziwiamy przepiękne kolory tzw. indian summer. Szczyt sezonu przypada zazwyczaj na trzeci weekend września, więc jesteśmy prawie na czas.






Wędrujemy szlakami...



...w poszukiwaniu łosi i bobrów, ale jedyne co nam się udaje dostrzec to małe i ruchliwe wiewiórki ziemne, które przeczesują okolice parkingów w poszukiwaniu resztek jedzenia nieopatrznie pozostawionych przez turystów.
Bobrów nie udaje nam się namierzyć nawet w bezpośredniej okolicy żeremi, choć Wojtek jest pewien, że widział coś poruszającego się przy powierzchni wody.


Dostrzegamy jednak "ślady bobrowej aktywności".





Do niekwestionowanych jednak sukcesów zaliczamy spotkanie z wilkiem wschodnim, który żwawo przebiega wprost przed naszym vanem, kiedy jeszcze jesteśmy w drodze do parku. Z łatwością prześcignął migawkę aparatu!

Pełni wrażeń wracamy do przutylnej Ottawy w oczekiwaniu na wielki dzień Ry i Michała.

Congratulations one more time! :)


Ciepła i wakacyjna pogoda zmienia się prawie z dnia na dzień. Silne podmuchy zimnego wiatru jakby chciały nas wygonić do domu. I tak to im ulegamy żegnając dziką Kanadę, z nową kolekcją rodzinnych i podróżniczych wspomnień w kieszeniach i plecakiem wypełnionym marzeniami o dalszych wyprawach.
Do zobaczenia!