środa, 10 września 2014

Smakowite Wielkie Jabłko



Oto jesteśmy w miejscu, w którym podobno spełniają się marzenia! Od razu więc wraz z przekorczeniem Manhattanu marzenie Wojtka zostało spełnione, moje już nawet drugi raz, a Karolina nawet nie zdążyła zamarzyć i już jej się udało! New York magic! Co można napisać o tym miescie? Albo czego nie można napisać? Wielobarwna, wielomilionowa metropolia dysponująca wszystkim co tylko można sobie wyobrazić. Przepełniona historiami zarówno tych bardzo znanych, jak i tych anonimowych ludzi; tych którzy przyjeżdzają tu szukać szczęścia oraz mieszkańców żyjących spokojnie z dala od sławy miasta. Szerokie ulice jak kaniony przecinają miasto, języki różnych nacji mieszają się wzbudzając jednostajny szum, który nie cichnie nawet w nocy.

Na pierwszy spacer ruszamy do Central Parku. Wojtek oniemiał - taka ogromna zielona przestrzeń w środku Manhattanu. Karolina zachwycona - ogromne place zabaw i tyle dzieci! Delikatny uśmiech i mimo tego, że nie całkiem się rozumieją, to się świetnie razem bawią. Z parku po niedługim czasie wygania nas wielka ulewa. Zmoknięci do suchej nitki wracamy do swojej kawalerki i planujemy kolejne dni.

Times Square. To naprawdę warto zobaczyć! Huk, migoczące światła, neony, tysiące odgłosów, reklamy filmów i musicali przeplatają się z zaproszeniami ulicznych sprzedawców do korzystania z ich usług.



Można tam spotkać chyba każdego począwszy od królewny, przez spidermana...

Za dolara pokażę wam z czego robię swoją sieć - szepnął nam ukradkiem człowiek pająk

...na nagim kowboju skończywszy!


...oraz nagich kowbojkach...


...a nawet ich nagiej babci!


Ruszamy do Rockefeller Center. Karolina szybko się meczy chaosem panującym wokoło, więc musimy ją zachęcać do dalszego zwiedzania. Z pomocą przychodzi nam wielki kwiatowy miś, który przykuwa choć na chwile jej uwagę.




Po drugiej stronie ulicy dumnie prezentuje się siedziba arcybiskupa Nowego Yorku - Katedra Świętego Patryka. Jest to największa neogotycka świątynia katolicka Ameryki Północnej.


Zaglądamy też do Grand Central Terminal - największego pod względem peronów dworca kolejowego na świecie. My podziwiamy bogatą architekturę, a Karolina z zachwytem biega między spieszącymi się na pociągi podróżnymi.




Warto również odwiedzić operę, która co prawda w tym okresie jest zamknięta, ale można oglądać koncerty na wielkim telebimie ustawionym na zewnątrz.


Krążąc po Manhattanie nie można pominąć Empire State Buliding, którego nazwa pochodzi od przydomku stanu Nowy York, który brzmi właśnie - empire state.


Innym symbolem Nowego Yorku jest Flatiron building. Swego czasu był najwyższym budynkiem w mieście.


Przychodzi również czas, by zajrzeć w oczy groźnemu bykowi z Wall Street.


Okazuje się, że jest to chyba również najszczęśliwszy byk na świecie, gdyż co druga kobieta pragnie zrobić sobie z nim zdjęcie w takiej oto pozycji:


Ruszamy na podboj Wall Street. Giełda - kolejne miejsce spełnionych marzeń i wielkich porażek. Pozujący przy niej ludzie wyglądają dość zabawnie - wszyscy są jak studenci ekonomii. To chyba nie przypadek :)



Docieramy również do miejsca, którego atmosfera dalece odbiega od nowojorskiego chaosu. To miejsce, w którym stały bliźniacze wieże Twin Towers, przez wielu uznawane za dach świata. Pozostały po nich dwie ogromne wyrwy w ziemi, wgłąb których jednostajnie płynie woda. Na gzymsach okalających fontanny wyryte są nazwiska wszystkich, którzy zginęli w tamtych dniach. Gdzieniegdzie wetknięte są białe róże lub amerykańskie flagi. Ludzie przystają i wpatrują się w zamyśleniu wgłąb ziemi.


Muzeum, które jest tuż obok zdecydowanie warto odwiedzić. Ogromna przestrzeń skrywa to, co zostało po wieżach. Roztrzaskana antena ze szczytu jednej z nich leży w wielkim holu. Obok stoi zmiażdżony wóz strażacki, jeszcze dalej - powyginane jak kartka papieru stalowe elementy konstrukcyjne wież.


Wśród podziemnych korytarzy docieramy do prawdziwego serca muzeum, gdzie czuć jeszcze kurz kładący się tamtego dnia cieniem na Manhattanie. Poznajemy historie ludzi którym udało się przeżyć i wspomnienia po tych, którzy odeszli wraz z symbolem wolności i niezależności Stanów Zjednoczonych.


Życie płynie jednak dalej. Tuż obok muzeum powstaje nowy One World Trade Center, my zaś ruszamy odpocząć od wrażeń do Central Parku.



Wybieramy się na rejs promem aby podziwiać panoramę miasta oraz Statuę Wolnosci witajacą podróżnych od strony zatoki. Widoki niesamowite!



Manhattan warto także zobaczyć z promenady na Brooklynie. Spostrzegawcze osoby znajdą tam stare zdjęcie zrobione przed atakami na WTC upamiętniające te wydarzenia.



W nostalgii za czasami studenckimi ruszamy na Columbia University. Po liczbie mijających nas w pośpiechu studentów wnioskujemy, że zajęcia się już rozpoczęły. Karolka siada na schodach odpoczywając po serii krótkich acz intensywnych dystansów. Chyba już się tu zadomowiła. Może tu kiedyś wróci?


Na koniec naszej przygody w Nowym Jorku zostawiamy sobie mosty - prawdziwe wisienki na torcie. Warto przejść się promenadą pod mostem brooklińskim oraz po samym moście z Brooklynu w stronę Manhattanu - gwarantujemy niezapomniane wrażenia i widoki. Oba mosty są niekwestionowaną ozdobą miasta.

Manhattan bridge

Brooklyn bridge

Manhattan bridge


Brooklyn bridge

Przychodzi czas wyjazdu. Żegnamy się z Nowym Jorkiem zachowując w pamięci wiele obrazów, odgłosów i wrażeń. Mamy nadzieję, że jeszcze tu wrócimy. W końcu to miasto, w którym spełniają się marzenia. ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz