Po gorączce sobotniej nocy ruszamy na daleką i mroźną północ. Tromso czyli miasteczko, w którym się zatrzymujemy leży 350 km za kołem polarnym. Zasypane jest śniegiem, a temperatura waha się od – 3 do -10 i przeszywa nas do szpiku kości - tym bardziej, że w Polsce zima w tym roku bardziej przypomina wiosnę. Ku naszemu zdziwieniu już po wyjściu z samolotu trafiamy na znajome z południowej Azji 7 Eleven. Tym razem jednak będziemy do niego zachodzić, by się ogrzać - jak to się szybko zmienia!



Ciekawostką jest, że znajduje się tu najstarsze norweskie kino wybudowane około 1915 roku. Miasto znane jest także z największej ilości starych drewnianych domów w północnej Norwegii. Kolorowe chatki stroją strome zbocza gór.






Nasze poszukiwania zorzy polarnej kończą się zanim na dobre je rozpoczynamy. Podziwiamy ją jeszcze przed dotarciem do Anemone - naszej bazy noclegowej. Gra zielonych świateł migających prawie jak na wyciągnięcie ręki zapiera nam dech w piersiach. Nie przywiązujemy jednak wagi do zrobienia zdjęć przekonani, że skoro pojawia się tak często będziemy mieli jeszcze na to sporo okazji. Później okazuje się jednak, że dzień naszego przyjazdu był czasem największej aktywności słonecznej, a zorza była niepowtarzalna. W następnych dniach wiele godzin wypatrujemy podobnego spektaklu, jednak na próżno. Być może dlatego, że czasem zdarza nam się zasnąć. Zorza pojawia się bowiem najczęściej pomiędzy 18:00 a 2:00.
Koniec końców postanawiamy zająć się zwiedzaniem miasta i okolic. Ubrani po czubek głowy spacerujemy po deptaku skupiając uwagę przechodniów, którzy potrafią przechadzać się w samej marynarce i szaliku! Zwiedzamy muzeum polarnictwa i akwarium. Wojtek jest zachwycony ekspedycjami polarników – tylko patrzeć jak będzie biegał z namiotem po Wrocławiu.


Póki co już teraz, ich wzorem, nie jemy zbyt dużo, zadowalając się skromną porcją kolorowych żelków (punkt dla tego kto zgadnie dlaczego!).

Wypożyczamy auto i ruszamy na podbój fiordów. 600km trasy wśród surowych północnych krajobrazów to niesamowite przeżycie! Takiej ciszy próżno szukać w innych częściach świata.








Przy drodze mamy okazje spotkać renifery (aż Wojtek – a to niespodzianka - zapragnął jakiegoś przyrządzić).

Przeciągając nasze wyprawy do późnych godzin nocnych w nadziei na zobaczenie zorzy w koncu udaje się nam ją sfotografować! Piękne zielone szarfy splatają się na niebie w niesamowite konstelacje. Bez tego balibyśmy się wracać do domu i naszych wiernych czytelników. :)



P.S. Mamy niezbity dowód na to, że Mikołaj wcale nie pochodzi z Laponii! :)

Zorza jest przepiękna -jesteście szczęściażami,że możecią ją widzieć w realu. :)
OdpowiedzUsuńL.P
Kasiu i Wojtku, pięknie rozpoczęliście wspólną wędrówkę ale możecie już wracać do Wrocławia!! :)
OdpowiedzUsuńKasia i Ania
Super! Dzięki,zwiedzamy i oglądamy razem z Wami. Kasiu,interesujący z Ciebie renifer:)
OdpowiedzUsuńZ.S.
Zorza faktycznie piękna! i już powoli wracamy:) a co do renifera- cóż..staram się jak mogę:P
OdpowiedzUsuńPiękne zdjęcia.... Kto by pomyślał że Norwegia jest ta piękna... te domki .. super :))) trochę mi to przypomina "Przystanek Alaska" to chyba lepsze niż leżenie bezczynnie na plaży?? :P hehe co nie Kasiu?? :* czekamy na was dzisiaj, bo mamy nadzieję ze z lotniska to prosto do Pszczewa przyjedziecie :))) buziaki i do zobaczenia :**
OdpowiedzUsuńZuza
No , to sobie powędrowałam po Norwegii ! dzięki Wam , kochani ( tyle,że w kapciach pod kocykiem :P ) I ta przepiękna zorza hmm... przez chwilkę już się bałam, że nie udało Wam się zrobić zdjęć , ale są, więc Michu super zadowolony :)) Jeszcze raz bardzo Wam dziękuje za tą przygodę :)) Do zobaczenia jutro mam nadzieję ! :)))
OdpowiedzUsuńHa - po wielu dniach posuchy, postanowiłem zajrzeć na Wasz podróżniczy pamiętniczek i nie zawiodłem się, jak zwykle! Super zdjęcia - na żywo pewnikiem miszczostwo świata :) Pozdrawiam w imieniu całej familii!
OdpowiedzUsuń